Uwaga

 

BORNHOLM 2012 


Tylko w Polsce długi weekend może trwać 9 dni. Z tak dużą ilością wolnego czasu trzeba było coś zrobić. W tym roku trafiło na Bornholm. O nurkowaniu w tamtej okolicy marzyłem od jakiś 2 lat. Prognozy pogody były niepewne, więc do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy wypłyniemy.

Środa, godzina 14:00, spotkaliśmy się u Adama Brunki, załadowaliśmy sprzęt (nie mam pojęcia skąd się tyle tego wzięło) i ruszyliśmy do Ustki. Na początku było nas 5: Tofik, Bazyl, Adam, Dybik i ja- Artur. Droga jak to zwykle u nas- pełna śmiechu i niewybrednych żartów. Najgorzej miał kierowca ;) Na miejsce dotarliśmy około 20. Tam dołączyli do nas Maciek i dwóch Tomków. Przenoszenie sprzętu na łajbę o nazwie "Stenia", banku tlenu i sprężąrki poszło nam błyskawicznie wobec czego około 21 wypłynęliśmy w poszukiwaniu przygody. Zgodnie z przewidywaniami mocno bujało. Nie wszystkim udało się zjeść pyszną kolację. Kołysanie szybko nas uśpiło

Rano obudził nas zapach pysznej jajecznicy przygototwywanej przez pomocnika kapitana- Darka. Jednak rewelacją wyjazdu był chleb ze smalcem. Po śniadaniu sklarowaliśmy szpej, odbyliśmy krótką odprawę i nim się obejrzeliśmy cumowaliśmy nad wrakiem Fu Shan Hai.

 

Chiński masowiec zatonął w 2003 roku po kolizji ze statkiem "Gdynia". Kolos bardzo szybko poszedł na dno, jednak na szczęście nikt nie zginął. Tego dnia powstał jeden z najpiękniejszych wraków Morza Baltyckiego.

Moim partnurem standardowo był Tofik. Zaplanowana głębokość maksymalna pierwszego nurkowania to 45 m. Celem tego zanurzenia było ogólne zapoznanie się z wrakiem i rozmieszczeniem poszczególnych elementów.

Skok do wody, sprawdzenie bąbli, węży, stagy i dzida w dół. Będąc na 25 m ujrzałem nadbudówkę. Była większa, niż wszystkie wraki jakie do tej pory widziałem. Opłynęlismy jej górną część, pokazaliśmy sobie okejki i zeszliśmy na zaplanowaną głębokość. Czy ktoś z Was płynął przy pionowej ścianie z metalu i przez lekko zamulone okna mógł zajrzeć do opuszczonego  w pośpiechu potężnego masowca? Jeśli nie to powiem Wam jedno... Macie mi czego zazdrościć ;)

 

Opłynęliśmy nadbudówkę podziwiając mostek, radary i największe elementy wraku, w tym także potężny komin znajdujący się na rufie. Gdybym tylko był chudszy, a twin mniejszy można by się pokusic o wpłynięcie do niego i następnie w dół do samego silnika. Karkołomne, ale... Czas na dnie mijał o wiele szybciej niż na powierzchni, a głębokość wymuszała coraz dłuższą dekompresję. Perspektywa 25 min wiszenia w chłodnej wodzie nie była zbyt przyjemna, ale czego się nie robi dla marzeń.

W trakcie wychodzenia na łajbę wszyscy sobie nawzajem pomagali, choć ciężko było  powstrzymać się od wymiany wrażeń. A tych było co nie miara. Jednak uśmiechów z twarzy nik nie byłby w stanie nam zdjąć.

2 godziny przerwy, obiad, wymiana flaszek i pora na kolejne zanurzenie. Plan z Tofikiem mieliśmy ambitny- 50. Zabraliśmy po 2 stage, przy opustówce opuszczalismy się powoli by nie pokonała nas narkoza. Linka skończyła się na 45 m i... na dole nie zastaliśmy wraku. Nasilająca się fala musiała ściągnąć prosiaka z wraku. To był koniec przygody z Chińczykiem na ten dzień.

Mieliśmy jednak jeszcze trochę czasu i gazów wobec czego postanowiliśmy je wykorzystać na okręcie podwodnym klasy Whiskey. Okręt ten zatonął w 1984 r. w trakcie holowania go na złomowisko w Belgii. Wcześniej pozbawiono go wszelkich materiałów niebezpiecznych, amunicji, przyrządów celowniczych i wielu innych rzeczy z wnętrza. Jednak wrak jako nie uszkodzony nie nadaje się do jakiejkolwiek penetracji. Łeży na głębokości 38 metrów, przechylony na prawą burtę. W tym miejscu prąd był bardzo silny. Na szczęście ciekawsza cześć wraku- ta z kioskiem do którego można było zajrzeć chroniła nas przed porwaniem w głąb groźnego morza. Płynąc wzdłuż prawej burty podziwialiśmy skromny pokład oraz odrobinę zniszczony kiosk. Gdy dotarliśmy do rufy naszym oczom ukazały się śruby. Prąd nie pozwalał dłużej się im przyglądać, więc szybko wypłynęlismy na drugą stroną okrętu i niesieni silnym prądem lecieliśmy nad nim.  Wrak obejrzeliśmy w każdy możliwy sposób, zajrzeliśmy w każdą widoczną dziurę, w tym także w otwarty luk torpedowy. Wrak niby podobny do naszej Malutkiej, ale jednak inny. Na szczęście dekompresja po tym nurkowaniu była zdecydowanie krótsza.

 

Wieczór i noc spędziliśmy w Hasle ładując butle, rozkoszując się świeżymi wspomnieniami i podziwiając piękny, nadmorski zachód słońca. Po burzliwej dyskusji na następny dzien zaplanowaliśmy po raz kolejny Chińczyka.

Tego dnia zabraliśmy ze sobą jeszcze dwóch Polaków, którzy mieli z nami nurkować. Warunki były trudne. Dosyć mocno bujało, co w konsekwencji doprowadziło do kilku rozmów z Neptunem. Drugie, a właściwie trzecie nurkowanie na Fu Shan Hai było próbą obejrzenia ładowni. Na głębokość 36 metrów dotarliśmy z Tofikiem bez żadnych przeszkód. Ostatnia kontrola szpeju i polecieliśmy w otchłań znajdującą się pod nami. Widoczność sięgała 15 metrów. Będąc na głębokości 52 m podziwiałem ogromne ładownie. Chęć bliższego przyjrzenia się im była ogromna, lecz mimo głębokości zachowałem zdrowy rozsądek. Z tej perspektywy widok i tak zapierał dech w piersiach. W trakcie wynurzania na 40 m dojrzeliśmy korytarz z jakimiś pomieszczeniami po bokach. Tofik tylko się mu przyjrzał i wycofał. Ja nie zamierzałem go tak zostawić. Powoli zagłebiłem się w prosty korytarz. Cały czas widziałem światlo Tofika. Każde kolejne mijane drzwi potęgowały ogrom tego wraku i jego tajemniczość. Czułem jakby adrenalina wypływała mi uszami. Niesamowite uczucie. Przy końcu korytarza zawróciłem starając się nie podnieść żadnych osadów. Po bezpiecznym opuszczeniu korytarza nie mogłem opanować przepełniającej mnie euforii i podniecenia. To było prawie jak eksploracja :D W drodze powrotnej do opustówki zwiedziliśmy jeszcze raz sterówkę i obejrzeliśmy radary. Mając przed oczyma widok tego korytarza nawet nie zauwazyłem, gdy minęła cała dekompresja.

 

Żal nam było Tomka, który po pierwszym dniu nie nurkował z powodu złego samopoczucia.

Kolejne nurkowanie miało być odrobinę płytsze od poprzedniego. I było. Digital pokazał tylko 49 m;) Tym razem mieliśmy dokładniej obejrzeć rufę statku. Wsporniki kończące się na głębokości ok. 40 m, umieszczone w pobliżu komina sprawiały wrażenie podtrzymujących cała nadbudówkę. Przebywając w ich poblizu czułem się bardzo mały. W trakcie ich podziwiania zauważyłem u podnóża komina jakieś wejście. Musiałem do niego zajrzeć. Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie i ogrom zżerającej mnie ciekawości , gdy w wejściu ujrzałem schody prowadzące w dół. Prosto pod komin. Z pewnością prowadziły do maszynowni. Jednak tam jeszcze bałem się zapuścić. Ale może kiedy indziej... Następnie podpłynąłem do rufy, spojrzałem w dół i uświadomiłem sobie, że ciemność pode mną skrywa dwie potężne śruby. Kolejny argument za tym, by jeszcze nie raz odwiedzić ten wrak. Niestety szybko zmniejszająca się ilość gazu w butlach nie pozwoliła na dłuższą bezpieczną eksplorację, wobec czego ostatni raz rzuciłem okiem na perłę Bałtyku i musiałem rozpocząć wynurzanie. Niestety wyjście na łajbę strasznie utrudnili nam nurkowie ze Danii, którzy zacumowali blisko naszej opustówki. Kapitan nie miał jak po nas podpłynąć bez narażania albo nas, albo tamtej łodzi. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.


W drodze do Nekso zatrzymaliśmy się na chwilę w Allinge by wyrzucić chłopaków ze szpejem. O dziwo woda w porcie była lazurowa, a jej przejrzystość powalała na kolana. Wygrałem zakład obstawiając głębokość na 5 m. Wieczór w porcie spędzilismy ponownie na ładowaniu butli, zwiedzaniu miasteczka i objadaniu się świeżo złowionymi dorszami. Po takim obżarstwie ciężko było zasnąć. A i widok Chińczyka, utrzymujący mi się przed oczami, nie ułatwiał tego.

 

Na trzeci dzień mieliśmy zaplanowane dwie pozycje: Affaire i Adę. Na pierwszy rzut poszła Ada. Nikt z nas nie był na tym wraku, wobec czego nie wiedzieliśmy co zastaniemy na dnie. Wrak okazał się ulokowanymi na dnie potężnymi balami, które kiedyś z pewnością tworzyły calkiem spory żaglowiec. Pomiędzy belkami usadowiły się dorsze. Ilość przynęt wędkarskich świadczyło, iż miejsce to jest często odwiedzane przez wędkarzy. Co prawda ten wrak nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak Chińczyk, jednak nie samymi masowcami człowiek żyje.


Kolejnym wrakiem był Affaira. Dobrze zachowany kadłub żaglowca ulokowany na dnie pokrytym białym osadem prezentował się niezwykle imponująco. Pływanie ponad drewnianymi burtami tego obiektu na długo pozostanie w mojej pamięci. Piorunujace wrażenie zrobiły na mnie maszty leżące poza obrębem wraku. Zrobione były z na prawdę ogromnych drzew. W pokładzie znajdowały się 2 wejścia na niższy poziom statku, oczywiście w każdą dziurę musielismy z Tofikiem zajrzeć, lecz głębiej się nie wciskaliśmy. Jakieś takie małe te statki kiedyś robili. Z racji, że pierwsi z Tofikiem się zanurzyliśmy to i pierwsi rozpoczęliśmy wynurzanie. Na 20 m nie mieliśmy przystanku, lecz zatrzymaliśmy się by podziwiać ten piękny wrak, widoczny w całości na białym dnie, oświetlony lampami 6 nurków. Widok zapierający dech w piersiach. W trakcie wychodzenia na łódź Dybikowi wysunął się z ręki stage i poleciał jak kamień w dół. Nie udało nam się go złapać. Szkoda ogromna, ale "straty muszą być jak żartował wcześniej".


Wzmagający się wiatr i zapowiadany na niedzielę sztorm przekonał nas do nocnego powrotu do Ustki. Przed drogą powrotną zawitaliśmy ponownie do Nekso, gdzie poczyniliśmy drobne zakupy (ceny mają zbójeckie!!!). A na koniec dnia wszyscy usiedliśmy na pokładzie "Steni" i z piwkiem w ręku podziwialiśmy surową wyspę pozostającą za nami , i rozmyślaliśmy kiedy tam wrócimy... Oby jak najprędzej. Rano obudziliśmy się w pochmurnej i deszczowej Ustce. Uśmiechy jednak pozostały :)

Z nurkowym pozdrowieniem

Artur Gralik.

www.ekdptruso.com.pl 

powrót 

ZAPRASZAMY

GALERIA

JESTEŚMY PARTNEREM DAN




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS | Joomla templates.